Zakaz prac domowych: operacja się udała, pacjent zmarł?

 W sieci pojawiła się informacja o tym, że MEN zbada, jak funkcjonuje zakaz obowiązkowych prac domowych. Jednym z powodów ma być fakt, że w szkołach kwitnie kreatywność, ale nie ta uczniowska. Nauczyciele ponoć prześcigają się w pomysłach na "obejście" zakazu, tworząc "zadania dla chętnych", tyle że chętny jest każdy. Wprawdzie ja takich zachowań nie zauważam, ale mam przecież ograniczoną perspektywę, więc w skali kraju może rzeczywiście jest to problem. 

Bardziej ciekawi mnie, czy w badaniu poruszone zostanie, moim zdaniem, najistotniejsze zagadnienie. Praca domowa to przecież bardzo różne aktywności. Tymczasem jednym dekretem skasowano możliwość wykorzystania odwróconej lekcji czy miniprojektów, dzięki którym w czasie lekcji był czas na rozwijanie umiejętności. Taka "nowoczesna" edukacja w praktyce.

Z uporem maniaka podniosę też kwestię, gdzie podziała się osławiona autonomia nauczyciela? To nauczyciele są w klasach i to oni wiedzą, jakie są indywidualne potrzeby ucznia. 

Oczywiście, jest  i druga strona medalu. Nauczyciel, który w erze AI wciąż wierzy, że uczeń samodzielnie napisze rozprawkę, jest... powiedzmy, że jest optymistą. Ale czy naprawdę są jeszcze nauczyciele, którzy chcieliby poświęcać czas na  ocenianie prac wykonanych przez chatboty?


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Co mają wspólnego klocki z uczeniem się?